Irracjonalny strach przed dentystami nieodłącznie wiąże się z zawodem stomatologa. Nic się w tej kwestii na przestrzeni wieków nie zmieniło. Być może poza drobnym faktem – kiedyś rzeczywiście można było bać się leczenia zębów. Dentystami bywali cyrulicy zajmujący się także: goleniem, kąpaniem, rwaniem zębów, czyszczenie uszu, puszczaniem krwi, lekkimi operacjami, przykładaniem pijawek. Warto zatem przemyśleć, czy aby na pewno nasz strach przed dentystą jest uzasadniony.

Próchnica towarzyszy ludzkości dłużej niż czworonożni przyjaciele. Pojawiła nawet przed słodyczami. Jej najstarsze ślady pochodzą sprzed milionów lat i zostały znaleziona w kościach zwierząt i ludzi.
Już od starożytności próbowano walczyć z tą chorobą, która dzisiaj jest przyczynkiem do wielu innych dolegliwości. Mawia się nawet, że zdrowe zęby to podstawa dobrego samopoczucia. Sposobów na poprawę higieny jamy ustnej szukali już starożytni Grecy, Rzymianie, a nawet Persowie i Egipcjanie. Do tych ostatnich zresztą należy najstarszy przepis na proszę do zębów. Powstał blisko 5 tys. lat p. n. e. W jego skład wchodzi między innymi: kopyta bydlęce, zioła Myrrh, skorupki jaj i pumeks. Rzymianie z kolei skłonni byli dodawać nawet urynę (chodzi o właściwości amoniaku).
Mniej więcej do XIX wieku w Europie za przyczynę próchnicy obwiniano robaki żyjące w jamie ustnej. Naszym przodkom z pewnością chodziło o bakterie, które nie były wtedy szerzej znane. Niewątpliwie jednak znali kilka dobrych sposobów na profilaktykę i uśmierzenie bólu zębów. Wojciech Oczka (lekarz Stefana Batorego) zaleca picie mleka. Dzisiaj wiemy, że jest bogate w wapno. Jedna ze staropolskich receptur na ból proponowała rzuć korzeń tataraku lub stosować czosnek i cebulę. Najlepsze rezultaty przynosiła jednak ekstrakcja. Zupełnie nie sprawdzała się sterylizacja ogniem. Chociaż należy przyznać, że starożytni całkiem dobrze radzili sobie z protezami. Tym bardziej, że leczeniem zębów zajmował się nawet Hipokrates z Arystotelesem.
W średniowieczu tym zawodem zajmowali się cyrulicy, których obecnie moglibyśmy nazwać „złotymi rączkami”. Zaczynając od zębów po ekstrakcję, golenie, kąpanie, czyszczenie uszu, puszczanie krwi, nieskomplikowane operacje oraz leczenie pijawkami. W hierarchii znajdowali się pod medykami kształconymi na uniwersytetach, ale nad balwiarzami, którzy wykorzystywali wiedzę ludową. Ludziom tych czasów nieobcy byli oszuści sprzedający na jarmarkach i targowiskach cudowne mikstury i preparaty. Wracając do wyrywania zębów. Sporym doświadczeniem mogli pochwalić się także: kaci, kuglarze i wiele innych zawodów.
Pierwszy „dentysta” to wynalazek francuski. Guy de Chauliac w XIV użył pierwszy raz tego terminu w dziele „Chirurgia magna”. Z dentystą nieodzownie łączy się szczoteczka do zębów, która z kolei jest wynalazkiem chińskim z przełomu XV i XVI wieku. W Europie ten wynalazek zagościł dopiero w XX wieku. Możemy się jednak pochwalić osiągnięciami Leonarda da Vinci, który dokładnie opisał ludzkie uzębienie. W tym czasie całkiem dobrze radzono sobie z wypełnianiem ubytków amalgamatem. Pod koniec XVI wieku płukano jamę ustną moczem. Brzmi kuriozalnie i obrzydliwie, ale nie możemy zapominać, że w moczu znajduje się amoniak niszczący bakterie.
Zmiany nadeszły w XVIII wieku. Oświecenie to dynamiczny rozwój stomatologii. Pierre Fauchard opisał różne choroby zębów wraz z metodami leczenia. Narodziło się prawo regulujące dostęp do zawodu dentysty. Rewolucję przyniósł wiek XIX – fotel dentystyczny, wiertarka, znieczulanie eterem, gaz rozweselający. Opisano próchnicę, którą powiązano z fluorem. Pod koniec wieku sprzedawano pastę w tubkach. Pierwszą wypuściła firma Colgate. W latach 50. XX pojawiły się pasty z fluorem. To także okres ludzkiego oblicza stomatologii. Szybkoobrotowe wiertarki, nowe znieczulenia, protetyka, implantologia. Pytanie, co przyniesie XXI wiek 😉