Artykuły · Autyzm i stomatologia
Autyzm u dentysty. Co pomaga przy hałasie, dotyku i niepewności, co wydarzy się za chwilę
Hałas, światło, dotyk i brak informacji o tym, co wydarzy się za chwilę, mogą utrudniać wizytę części osób autystycznych. Co może pomóc bez tworzenia jednego schematu dla wszystkich?
Gabinet stomatologiczny bywa trudny także dla kogoś bez szczególnej wrażliwości na bodźce. Światło pada prosto w oczy. Ktoś pracuje bardzo blisko twarzy. Słychać ssak, czuć zapach materiałów, w zębie pojawiają się drgania. Przez część wizyty trudno swobodnie mówić.
Dla części osób autystycznych właśnie to połączenie bywa większym problemem niż sam zabieg.
Nie każda osoba w spektrum źle znosi dentystę. Nie ma jednego typowego pacjenta. Jedną osobę najbardziej męczy dźwięk, inną dotyk, jeszcze inną brak informacji, co wydarzy się za moment. Są też osoby, dla których ta wizyta wygląda tak samo jak u innych pacjentów.
Badania nad opieką stomatologiczną pokazują jednak, że znaczenie mają otoczenie gabinetu, sposób komunikacji, lęk i przygotowanie. W badaniu brytyjskich dorosłych osób autystycznych częściej opisywano trudne doświadczenia związane z bodźcami, rozmową, strachem i bólem. Uczestnicy mówili też, że pomaga większa przewidywalność i dostosowanie do konkretnej osoby.
Ogólnik często nie wystarcza
Dentysta wie, co zrobi za pół minuty. Pacjent nie zawsze.
Zdanie „trochę powiercimy” może oznaczać kilka minut hałasu, zimnej wody, wibracji i zmieniającego się nacisku. Osobie, której łatwiej działać, gdy wie, co będzie dalej, więcej daje zwykła informacja o kolejności. Najpierw obejrzę ten ząb. Potem użyję powietrza. Potem urządzenie popracuje około minuty. Jeśli będzie potrzebna przerwa, zatrzymamy się.
Nie trzeba budować osobnego rytuału dla każdej osoby w spektrum. Wystarczy mniej rzeczy, które pojawiają się bez zapowiedzi.
W systematycznym przeglądzie interwencji dotyczących opieki jamy ustnej u osób autystycznych często wracały przygotowanie do wizyty i materiały wizualne. Autorzy znaleźli pewne wsparcie dla takich rozwiązań, ale podkreślili słabość wielu badań. Z 36 prac tylko jedna celowo rekrutowała dorosłe osoby autystyczne. Wyników uzyskanych u dzieci nie przenosi się więc automatycznie na wszystkich dorosłych.
Po wizycie dwie osoby mogą powiedzieć to samo i mieć na myśli coś innego
„Nie dam rady tam wrócić”. U jednej chodziło o ból. U drugiej o dźwięk skalera. U trzeciej o zapach i lampę. U czwartej o to, że ktoś bez słowa dotknął twarzy. U piątej o to, że nie wiedziała, kiedy zabieg się zaczyna i kiedy się kończy.
Dlatego nie warto wrzucać wszystkiego do jednego worka o nazwie nadwrażliwość sensoryczna. Szerszy opis różnic sensorycznych jest w materiale o sensoryce w spektrum autyzmu. W gabinecie ważniejsze od etykiety jest pytanie, co tej osobie przeszkadza i czy da się to ograniczyć bez szkody dla leczenia.
Czasem wystarczy przyciemnić zbędne światło, uprzedzić przed głośnym urządzeniem albo umówić znak ręką oznaczający przerwę. Czasem bodźca nie da się usunąć. Urządzenie nadal będzie głośne. Część zabiegów wymaga światła, ssaka i określonej pozycji na fotelu.
Dostosowanie nie oznacza, że gabinet ma przestać pracować jak gabinet. Chodzi o usunięcie tych obciążeń, które nie są konieczne.
Konkret pomaga bardziej niż uspokajanie
Gdy pacjent wygląda na spiętego, naturalne bywa zdanie „spokojnie, nie ma się czego bać”. Taka informacja mało mówi.
Przy potrzebie przewidywalności lepiej działają krótkie fakty. Teraz sprawdzę trzy zęby. Za chwilę poczujesz wodę. Ten dźwięk potrwa około dwudziestu sekund. Jeśli podniesiesz rękę, zatrzymam się, kiedy będzie to bezpieczne.
Części osób łatwiej jest przekazać takie informacje wcześniej na piśmie. Nie lubię, gdy ktoś dotyka twarzy bez zapowiedzi. Przed każdym etapem potrzebuję krótkiej informacji. Bardzo źle znoszę ten konkretny dźwięk.
Nie każda osoba chce też podczas wizyty rozmawiać o rzeczach obok. Niewielki kontakt wzrokowy, krótka odpowiedź albo chwila ciszy nie oznaczają same z siebie braku współpracy.
Przygotowanie może zacząć się przed wejściem
Jeśli wcześniejsze wizyty były trudne, pierwszym krokiem nie musi być od razu długi zabieg. Czasem pomaga wcześniej wiedzieć, jak wygląda gabinet, kto będzie leczył, ile spotkanie może potrwać i co mniej więcej będzie robione.
W badaniach dotyczących dzieci i młodzieży autystycznej często wracają problemy z dostępem do opieki, z bodźcami i z organizacją samej wizyty. Duża część tych danych pochodzi właśnie od dzieci, dlatego nie robi się z nich gotowego protokołu dla każdej osoby autystycznej.
Nowszy przegląd interwencji wskazuje, że przygotowanie wizualne i niektóre sposoby ograniczania bodźców mogą poprawiać przebieg opieki. Autorzy sami ocenili większość badań jako słabe albo zaledwie wystarczające. Z prostego pomysłu łatwo zrobić w internecie „metodę na autyzm”. Kolejnej takiej metody nie potrzeba. Potrzebna jest wizyta dopasowana do tej osoby.
Sama diagnoza mówi dentyście niewiele
Informacja „pacjent ma autyzm” jest mało praktyczna. Dużo bardziej przydaje się konkret. Proszę mówić po kolei, co Pan robi. Bardzo źle reaguję na ten dźwięk. Po zmianie pozycji fotela potrzebuję chwili. Proszę nie dotykać twarzy bez wcześniejszej informacji. Jeśli podniosę rękę, potrzebuję przerwy.
Inna osoba z tym samym rozpoznaniem nie będzie potrzebowała żadnej z tych rzeczy.
Autyzm może pomóc zrozumieć, dlaczego niektóre chwile są szczególnie trudne. Nie powinien jednak zastępować rozmowy z konkretnym człowiekiem.
Zachowanie podczas wizyty nie służy też do rozpoznawania autyzmu. Niechęć do dźwięków, trudna wizyta, lęk przed dentystą i potrzeba jasnej kolejności zdarzeń występują również poza spektrum.
Wizyta u dentysty ma przede wszystkim pokazać, co dzieje się z zębami i jamą ustną oraz jak bezpiecznie przeprowadzić leczenie. Nie ma odpowiadać na pytanie, jaką diagnozę neurorozwojową ma pacjent.